Mam super ludzi na osiedlu, naprawdę. Do
piaskownicy wychodzi się towarzysko a nie po prostu do piaskownicy. Ja
tradycyjnie wychodzę z robótką, bo cierpię na nerwicę rąk i bezczynne
siedzenie na ławce wywołuje u mnie uczucie niepokoju - to już raczej
uzależnienie
Moje dzierganie rozniosło się wśród dziewczyn i pod koniec lata ławki
wyglądały niczym grzędy w kurniku, tyle że obsiadały je szydełkujące
matki polki.
Jedna z mam - Szams
postanowiła wydziergać teściowi szalik - kochana synowa, nie? Zabrała
się z pasją, a nie było łatwo, bo 40 stopni Celsjusza nie czyniło
szydełkowania gruba wełną najłatwiejszym.
Dziergała i dziergała i dziergała....
i pewnego dnia przychodzi i mówi ratuj, bo trochę się rozpędziłam. No troszkę tylko...
Wyszedł prawie 3 metrowy czarny szalik. I klops! Robiony tak, że aby
skrócić trzeba by cały spruć, ale tej opcji nie brałam pod uwagę, bo dla
początkującej dziewiarki to jak strzał w kolano, a raczej w nadgarstek,
bo bez kolana się przecież obejdzie, do niczego w dzierganiu potrzebne
nie jest
No więc ratowałam.... tu połączyłam, tam obrobiłam i wyszedł naprawdę ciepły fajny komin.
Zapożyczyłam go sobie i już dwie wersje powstały - brązową z opaską i
mitenkami już widzieliście a szara z czapą dziś prezentowana na moim
osobistym mężczyźnie.
Nazwałam ten komin Szams na cześć
dziewiarki, dzięki której taki pomysł zakiełkował w mojej głowie i też
dlatego żeby upamiętnić to słoneczne lato, bo było naprawdę super.
Dzięki ekipo z piaskownicy
Zdjęcia:
Ewa Jezierska Fotografia
Wszystkie zdjęcia są moją
własnością i nie moga być użyte bez mojej pisemnej zgody. Nie wyrażam
zgody na ich kopiowanie, rozpowszechnianie czy edycję!
All photos are copyrighted material and may not be used without
expressed written permission. Photos may not be copied, used or
reproduced!